sobota, 24 stycznia 2026

Luka

Nie mam wątpliwości co do tego, że Suzanne Vega jest jedną z najwybitniejszych współczesnych poetek. Jej utwory, oryginalne pod każdym względem – sama jest ich autorką zarówno jeśli chodzi o tekst, jak i o muzykę – w zwięzłej (bo w końcu są to piosenki), metaforycznej (bo jest to poezja) formie dotykają tego, co wyrazić niezmiernie trudno – a tym trudniej jeszcze poruszyć w odbiorcy tę wrażliwą strunę serca.

Suzanne skomponowała w latach 80. i 90. całe mnóstwo utworów będącymi genialnymi lub ocierających się o genialność; i chociaż artystka tworzy nadal, to właśnie teksty pochodzące z tych dwóch dekad najgłębiej poruszają jej fanów. Luka, jedna z jej najpopularniejszych piosenek, jest bezprzecznie także moim numerem jeden. I także dziś, słysząc jej pierwsze dzwięki i gitarowe intro, czuję na sobie ożywczy podchmuch wiosennego wiatru, chociaż przesłuchałem ją na pewno już setki razy.

W latach mojego dzieciństwa i młodości Luka był hitem radiowym – każdy znał tę piosenkę, chociaż – co było nagminne w tamtych czasach – niewiele osób pochylało się nad jej tekstem. Miła dla ucha, lekka, durowa melodia akompaniująca kojącemu głosowi Suzanne wydawała się czymś absolutnie czarującym i niewinnym – jedną z wielu piosenek o miłości, jakich wiele w każdej dekadzie serwują nam stacje radiowe; idealna piosenka do samochodu, którą będziemy nucić sobie podczas jazdy lub stania w korku.

Wyjątkowo wyraźnie utkwił mi w pamięci ten moment, kiedy – niespodzianie – pewnego wiosennego dnia doszło do mnie, o czym naprawdę jest ta piosenka. Byłem wtedy na drugim roku studiów i, jako dumny posiadacz gramofonu (zwanego wtedy przez wszystkich uparcie adapterem) odtwarzałem sobie po raz nie wiem który kupioną w nieistniejącej już hali na Koszykach szóstą stronę kompilacji Die neue Kuschelrock z 1988 roku (była to druga edycja słynnej w latach 80. i 90. składanki romantycznych – o ironio – hitów, jak sam tytuł wskazuje – „do przytulania”). Musiałem w tamtym momencie doświadczyć jakiegoś deficytu skupienia w wykonywanej przez siebie czynności, bowiem uderzyły mnie śpiewane przez Suzanne słowa: „They only hit until you cry”.

Tego samego bądź następnego dnia jechałem tramwajem z moją przyjaciółką ze studiów, Martą: spieszyliśmy się na warsztaty teatralne na Ochocie, w których obydwoje uczestniczyliśmy w ramach projektu (w maju 2006 roku Niemcy były głównym gościem Warszawskich Targów Książki i w związku z tym, jako ambitni studenci germanistyki, wystawialiśmy fragmenty Fausta na warszawskich ulicach). I właśnie wtedy, gdzieś w okolicach przystanku Bitwy Warszawskiej 1920 Roku, w bieg naszej rozmowy o ulubionej przez nas wówczas muzyce wkradł się Luka, po czym zaraz padło to pytanie: „A wiesz, o czym naprawdę mówi ta piosenka?”

Z dzisiejszej perspektywy wydawać się to może niewiarygodne, ale nawet wtedy uchodziło za wręcz niemożliwe, iż ten niewinny radiowy hit może mówić o przemocy domowej wobec dziecka. A sam temat, jakkolwiek zamiatany – tak samo jak w piosence Susanne – pod dywan, był nam wszystkim wtedy dobrze znany. Bo w najlepszym razie każdy znał jakiegoś Lukę, któremu nie zadawało się zbędnych pytań.

Na YouTube teledysk Luki, w którym młoda, prześliczna Suzanne Vega ukrywająca się za błękitnym filtrem szwęda się po ulicach Manhattanu i parkach Brooklynu, zyskał ponad 26 tys. komentarzy – opowiadają w lwiej części dramatyczne historie, których doświadczyli bądź o których słyszeli sami ich autorzy. W doskonałym krótkim dokumencie poświęconym tej piosence (Luka. The Story Behind The Song) opowiada o piosence sama, oprowadzając widza po Nowym Jorku swojego dzieciństwa – miejscach, gdzie mieszkała i gdzie oglądała, może też doświadczała, aktów przemocy wobec dzieci. Najbardziej wstrząsające dla mnie pozostaje powracająca jak fala wypowiedź, iż żyją na świecie ludzie, którzy nie są w stanie wysłuchać tej piosenki do końca – tak wielką traumę w nich ewokuje. Miejmy jako ludzkość nadzieję, że dziś sytuacja wygląda inaczej. I może ta na pierwszy rzut oka enigmatyczna, niewinna piosenka dokonała przełomu w rozmawianiu na ten niezmiennie stabuizowany temat, jak świat długi i szeroki.


niedziela, 18 stycznia 2026

Zachwyt

Uwielbiam obserwować u swoich studentów ten sam zachwyt literaturą, który towarzyszył mi 20  15 – 10 lat temu... Czuję się wtedy trochę tak, jakbym podróżował w czasie.

Lubię słuchać głosy zachwytu nad literaturą, która zachwycała przed laty mnie; czy będą to Niepokoje wychowanka Törlessa Roberta Musila, Konformista Alberto Moravii, Lektor Bernharda Schlinka czy też  ostatnio  genialne Sercątko Herty Müller.

Pielęgnuję w pamięci słowa wdzięczności, jakie płyną do mnie od zaczytanych studentów; to zaszczyt dla mnie być zapamiętanym jako ten, który innemu człowiekowi polecił wspaniałą lekturę.

*

Jeśli pytasz, czy jest jeszcze nadzieja dla tego świata i jeśli tak, to gdzie ona się skrywa  wskazuję odpowiedź.


Samotność trwa (Suzanne Vega)

Suzanne Vega Samotność trwa Samotność stoi przy oknie Odwraca swą głową gdy wchodzę do pokoju Widzę po jej oczach, że czekała Stojąc w przes...