Nie mam wątpliwości co do tego, że Suzanne Vega jest jedną z najwybitniejszych współczesnych poetek. Jej utwory, oryginalne pod każdym względem – sama jest ich autorką zarówno jeśli chodzi o tekst, jak i o muzykę – w zwięzłej (bo w końcu są to piosenki), metaforycznej (bo jest to poezja) formie dotykają tego, co wyrazić niezmiernie trudno – a tym trudniej jeszcze poruszyć w odbiorcy tę wrażliwą strunę serca.
Suzanne skomponowała w latach 80. i 90. całe mnóstwo utworów będącymi genialnymi lub ocierających się o genialność; i chociaż artystka tworzy nadal, to właśnie teksty pochodzące z tych dwóch dekad najgłębiej poruszają jej fanów. Luka, jedna z jej najpopularniejszych piosenek, jest bezprzecznie także moim numerem jeden. I także dziś, słysząc jej pierwsze dzwięki i gitarowe intro, czuję na sobie ożywczy podchmuch wiosennego wiatru, chociaż przesłuchałem ją na pewno już setki razy.
W latach mojego dzieciństwa i młodości Luka był hitem radiowym – każdy znał tę piosenkę, chociaż – co było nagminne w tamtych czasach – niewiele osób pochylało się nad jej tekstem. Miła dla ucha, lekka, durowa melodia akompaniująca kojącemu głosowi Suzanne wydawała się czymś absolutnie czarującym i niewinnym – jedną z wielu piosenek o miłości, jakich wiele w każdej dekadzie serwują nam stacje radiowe; idealna piosenka do samochodu, którą będziemy nucić sobie podczas jazdy lub stania w korku.
Wyjątkowo wyraźnie utkwił mi w pamięci ten moment, kiedy – niespodzianie – pewnego wiosennego dnia doszło do mnie, o czym naprawdę jest ta piosenka. Byłem wtedy na drugim roku studiów i, jako dumny posiadacz gramofonu (zwanego wtedy przez wszystkich uparcie adapterem) odtwarzałem sobie po raz nie wiem który kupioną w nieistniejącej już hali na Koszykach szóstą stronę kompilacji Die neue Kuschelrock z 1988 roku (była to druga edycja słynnej w latach 80. i 90. składanki romantycznych – o ironio – hitów, jak sam tytuł wskazuje – „do przytulania”). Musiałem w tamtym momencie doświadczyć jakiegoś deficytu skupienia w wykonywanej przez siebie czynności, bowiem uderzyły mnie śpiewane przez Suzanne słowa: „They only hit until you cry”.
Tego samego bądź następnego dnia jechałem tramwajem z moją przyjaciółką ze studiów, Martą: spieszyliśmy się na warsztaty teatralne na Ochocie, w których obydwoje uczestniczyliśmy w ramach projektu (w maju 2006 roku Niemcy były głównym gościem Warszawskich Targów Książki i w związku z tym, jako ambitni studenci germanistyki, wystawialiśmy fragmenty Fausta na warszawskich ulicach). I właśnie wtedy, gdzieś w okolicach przystanku Bitwy Warszawskiej 1920 Roku, w bieg naszej rozmowy o ulubionej przez nas wówczas muzyce wkradł się Luka, po czym zaraz padło to pytanie: „A wiesz, o czym naprawdę mówi ta piosenka?”
Z dzisiejszej perspektywy wydawać się to może niewiarygodne, ale nawet wtedy uchodziło za wręcz niemożliwe, iż ten niewinny radiowy hit może mówić o przemocy domowej wobec dziecka. A sam temat, jakkolwiek zamiatany – tak samo jak w piosence Susanne – pod dywan, był nam wszystkim wtedy dobrze znany. Bo w najlepszym razie każdy znał jakiegoś Lukę, któremu nie zadawało się zbędnych pytań.
Na YouTube teledysk Luki, w którym młoda, prześliczna Suzanne Vega ukrywająca się za błękitnym filtrem szwęda się po ulicach Manhattanu i parkach Brooklynu, zyskał ponad 26 tys. komentarzy – opowiadają w lwiej części dramatyczne historie, których doświadczyli bądź o których słyszeli sami ich autorzy. W doskonałym krótkim dokumencie poświęconym tej piosence (Luka. The Story Behind The Song) opowiada o piosence sama, oprowadzając widza po Nowym Jorku swojego dzieciństwa – miejscach, gdzie mieszkała i gdzie oglądała, może też doświadczała, aktów przemocy wobec dzieci. Najbardziej wstrząsające dla mnie pozostaje powracająca jak fala wypowiedź, iż żyją na świecie ludzie, którzy nie są w stanie wysłuchać tej piosenki do końca – tak wielką traumę w nich ewokuje. Miejmy jako ludzkość nadzieję, że dziś sytuacja wygląda inaczej. I może ta na pierwszy rzut oka enigmatyczna, niewinna piosenka dokonała przełomu w rozmawianiu na ten niezmiennie stabuizowany temat, jak świat długi i szeroki.


